wtorek, 1 marca 2016

Who the fuck is Leslie?

Witam, witam :)
Pojawił się już mój nowy blog! WTFIL
Serdecznie zapraszam i mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pierwszy rozdział już dzisiaj :)

piątek, 1 stycznia 2016

WYBIERZ BLOG!

   Okay, to tak jak mówiłam, podam Wam teraz skróty trzech blogów, o których myślałam. Jeśli chcecie wiedzieć o danym blogu coś więcej - piszcie w komentarzach, a ja będę Wam odpowiadać :)

   "Who The Fuck Is Leslie?"

   charakter bloga: emocjonujący, dramat
   inspiracja do bloga: film "Requiem dla snu"

   opis/prolog:
   
   Historia dziewczyny, która w pewnym momencie, zagubiła się sama w sobie. Powoli przestawała rozróżniać, gdzie są jej granice moralności. Należała do wszystkich, jednocześnie nie należąc do nikogo.
   Nie potrzebowała towarzystwa do czasu kiedy się nie przeprowadza i nie spotyka trójki przypadkowych ludzi. Dokąd doprowadzą ich wybuchowe mieszanki charakterów? Kiedy alkohol, papierosy i dragi są na pierwszym miejscu - nawet życie spada na drugi plan...
   Co by się stało, gdyby ktoś dowiedział się, że jej matka pracuje w klubie nocnym?
   Skąd w ogóle przyjechała Leslie?
   Skąd ona ma tyle pieniędzy?
   Po prostu...
   Kim do kurwy nędzy jest Leslie?

   "Accident"
   charakter bloga: młodzieżowy, akcja
   inspiracja do bloga: film "Metro" (ale nie ma w blogu żadnych podobieństw)
   opis/prolog: 

  * Nazywam się Courtney Johns, a moje życie to zbiór przypadków, które nie koniecznie zawsze kończą się dobrze. Pierwszym przypadkiem była moja matka. Kobieta, dla której dobro męża i córki było ponad wszystko. Tak bardzo spieszyła się na moje urodziny, gdy miałam pięć lat, że nie zauważyła nadjeżdżającego tira, który bezlitośnie zgniótł jej auto do placka średnicy jednego centymetra.
   Pamiętam głos policjanta, ledwie słyszalny z domowego telefonu. Powiedział, że ojciec musi przyjechać zidentyfikować mamę, ponieważ nie można poznać, czy to na pewno ona. Gdy wrócił do domu wyglądał jakby to jego przed chwilą przejechał samochód. A jednak myliłam się. Jest silny trzyma się do dziś. Stara się wrócić do normalności. I teraz, gdy dostał idealną pracę w Nowym Jorku zgodziłam się przeprowadzić. Jeśli to było jedyne wyjście, żeby uciec od tego domu, w którym wspomnienia kłębią się jak mrówki, byłam bardzo skłonna to zrobić.
   Dla jego dobra.
   Dla dobra ogólnego wszechświata.

   Dla mojego dobra.
   Przeprowadzając się z Kanady do Nowego Jorku, nie wiedziałam, że będzie to następny przypadek, który NIE KONIECZNIE musi skończy się dobrze.

  * Gdy Courtney Johns widzi w telewizji informację o tym, że pociąg, którym jeździ jej ojciec rozbił się na stacji kolejowej, wybiega z domu w dziurawych skarpetkach. W tamtym momencie nie obchodziło jej nic. 
   Ani Jeep zostawiony na środku ulicy. 
   Ani nieznajomy, ukrywający twarz za kaskiem, który podwiózł ją, gdy nie mogła dotrzeć do ojca. 
   Dowie się kto to był? Może. Ale, czy potem nie będzie tego żałować? 

   " Babysitter" - tytuł może ulec zmianie.
   charakter bloga: dramat - główny temat to bullying
   inspiracja do bloga: bullying, ocenianie ludzi po pozorach, priorytety w życiu
   opis/prolog:

   Kiedy masz poczucie, że jesteś zupełnie niepotrzebny, a twoja matka codziennie daje ci o tym znać masz wrażenie, że już nie ma po co żyć. 
   Po przeprowadzce w nowe miejsce myślałam, że się zmieni - niestety tak nie było. Żeby nas utrzymać, musiałam zacząć, pracować jako opiekunka. 
   Gdy myślałam, że nie może być już gorzej, okazało się, że pracuję w domu rodziców chłopaka, który w pierwszy dzień szkoły wyraźnie, pokazał mi jak bardzo mnie nienawidzi. 
   Szantaże. 
   Ośmieszanie. 
   Upokarzanie. 
   To wszystko stało się moją codziennością... 
   Ile będę w stanie wytrzymać, albo kiedy się poddam? 
   Czy ktoś mi pomoże, czy to ja pomogę wszystkim i popełnię samobójstwo? 

   Bam, bam, bam!!! To moje trzy koncepcje na bloga. Piszcie, który podoba Wam się najbardziej, a ja zacznę go pisać! Bo szczerze mówiąc... strasznie stęskniłam się za pisaniem! 
PS. Nie pytam Was, którego chcecie bloga, ponieważ sama nie umiem zdecydować. Po prostu chcę wiedzieć, który najchętniej byście przeczytali! :) 
Kocham Was Misie! 
   

środa, 30 grudnia 2015

Dzień dobry wieczór!

   Tak, tak wiem... Pisałam o powrocie do pisania... dawno temu? Jeśli mogę tak to w ogóle napisać. Niby nie piszę już SACRIFICED, a dzisiaj jest prawie 400 wyświetleń. WOW! Wyświetlenia cały czas rosną :) Dało mi to kopa, żeby w końcu zrobić coś z tym blogiem. Postaram się pisać na Blogspocie i Wattpadzie! Za parę dni (naprawdę nie więcej) dodam krótkie opisy paru blogów, a Wy napiszecie mi, który Wam się najbardziej podoba. Dziękuję, że tu jesteście kotki, te starsze kotki i te nowe też hahaha <3
PS. Przepraszam jeśli z czcionką lub innymi rzeczami jest coś nie tak - ale pisze na telefonie :')

niedziela, 30 sierpnia 2015

Planowany powrót! :)

   Cześć Myszki :) Planuję zacząć pisać nowego bloga i... mam do Was pytanie. Czy wolelibyście, żebym pisała na Blogspocie, czy może na Wattpadzie? Czy w ogóle chcecie i czy będzie czytać moje historie? Wydaje mi się, że Wattpad jest lepszym rozwiązaniem ze względu na to, że gdy zapiszesz opowiadanie do biblioteki możesz czytać je bez internetu. Zresztą dodawanie komentarzy w trakcie tekstu też mi się podoba. Jeśli tylko ten pomysł Wam przypadnie do gustu, dajcie mi znać w komentarzach, a wtedy napiszę Wam tu takie ''zalążki" opowiadań i zadecydujecie, które podoba Wam się najbardziej! :) Naprawdę będę zadowolona, gdy chociaż jedna osoba odpisze :`)
Yours Lola Moore Forever And Ever

poniedziałek, 15 czerwca 2015

POLECAM

   Cześć robaczki! :) Chciałabym Wam polecić bloga, którego prowadzi siostra mojej przyjaciółki i jej chłopak. Naprawdę świetnie piszą i jeśli tylko macie ochotę wpadajcie :) Trzynaście Kropek

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 18. *OSTATNI ROZDZIAŁ*

POSŁUCHAJCIE TEGO W TRAKCIE CZYTANIA :`)

   - Pięknie wyglądasz – usłyszałam szept przy uchu i po chwili dostałam buziaka w policzek. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze. Nie miałam na sobie nic czarnego oprócz butów co dla mnie było wyczynem. Ubrałam białą sukienkę do ziemi. Ledwo było widać piętnastocentymetrowe szpilki. Chwyciłam małą białą torebkę do kompletu i ruszyłam do drzwi z pokoju.

   - Boże nie wiem, czy jestem gotowa – szepnęłam. Poczułam dotyk jego dłoni na ramieniu i cichy chichot.

   - Słoneczko przeszliśmy już tyle, a ty boisz się iść na wystawę przyjaciela? - zapytał zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku. - Idź po nasze Małe Słoneczko i razem z Tatusiem Słoneczka damy radę.

   Obróciłam się i odsunęłam krok do tyłu. Spojrzałam na jego twarz. Tak bardzo idealną. Po prawej stronie na dolnej wardze było jeszcze widoczne rozcięcie.

   Nie mogłam uwierzyć, że chłopak, którego kiedyś uznałabym za chorego psychopatę będzie nazywać SWOJE dziecko, które jest też MOJE Małym Słoneczkiem. Nie mówiąc już o tym, że sam nazwał się Tatusiem Słoneczko.

   - Dlaczego się tak przyglądasz? - zapytał zaciekawiony moim ciekawskim spojrzeniem. Wzruszyłam ramionami.

   - Po prostu cię kocham. Chodź Tatusiu Słoneczko. - Złapałam go za rękę i razem poszliśmy po Feather aka Małe Słoneczko.

   Nie wiedziałam co mu powiem, gdy go spotkam. Nie rozmawialiśmy wieki. Nie powiedziałam mu też kogo wybrałam. Ale ja wiem, że on wie. Albo chociaż się domyśla…

   Na wystawę jechaliśmy wszyscy mama i tata jednym samochodem, a ja Justin, Alex i James razem. Chwyciłam Feather mocno za rączkę. Wyglądała jak młodsza kopia mnie nie licząc butów na obcasie. Małe Słoneczko spojrzało na mnie i uśmiechnęło się niepewnie. Chwyciła Justina za rączkę i razem w końcu, jak rodzina byliśmy w komplecie, już do końca.

   Gdy byliśmy już w środku poprosiłam Justina, żeby wziął małą na ręce i poszedł z resztą. Chciałam przejść się sama i porozmawiać z Nash'em. Oglądałam jego obrazy, powoli nie śpiesząc się. Były piękne, wiedziałam, że ma talent ale nie spodziewałam się… tego.

   Kelner podszedł do mnie i zaproponował lampkę szampana. Grzecznie odmówiłam i skierowałam się w stronę głównej sali, na której znajdowały się największe dzieła artysty.

   Przyspieszyłam, gdy zobaczyłam obraz, który osłaniał prawie całą ścianę. Zasłoniłam sobie ręką usta. Na obrazie byłam ja razem z Feather… Wyglądałyśmy na takie szczęśliwe, bawiłyśmy się, uśmiechałyśmy szeroko.

   Usłyszałam szepty ludzi za plecami. Rozpoznali mnie. Poczułam dotyk na ramieniu. Nie obróciłam się wiedziałam kto to jest.

   - Nash…

   - Nic nie mów – przerwał mi. - Wiem, że go kochasz. Cały czas go kochałaś. Byłaś ze mną ale myślałaś o nim. Niestety ja nie mogę zaprzeczyć, że czas spędzony z tobą był jednym z najlepszych jakie mi się przytrafiły. Nie wiem, czy cię kocham ale wiem, że jesteś z nim szczęśliwa. Nie każę ci przy mnie zostać ale jeśli tylko chciałabyś utrzymać ze mną kontakt to…

   Rzuciłam mu się na szyje przerywając mu.

   - Boże Nash oczywiście, że będę chciała utrzymać z tobą kontakt. Byłeś moim przyjacielem, wsparciem kiedy bardzo tego potrzebowałam. Nie chcę zrywać z tobą kontaktu.

   - Przepraszam też za to co stało się na poprzedniej wystawie. Tan napad był koszmarny, i że akurat ty i Justin znaleźliście się w takim miejscu…

   Nie wiedział prawdy, więc tylko się uśmiechnęłam. Wiedziałam, że tak będzie dla niego lepiej. Nie chcę wciągać go w bagno, z którego sama przed chwilą wyszłam.

   - Cieszę się, że wszystko już jest dobrze.

   - To jest piękne – usłyszałam głos za plecami. Justin wpatrywał się w obraz. Spojrzał na mnie, na Feather i znowu na obraz.

   Zaśmiałam się przez łzy. Później doszedł do nas James z Alex tuż przy boku i mama z tatą. Wiedziałam, że teraz już wszystko się ułoży.

* pół roku później *

   - Justin! - pisnęłam z kartką w dłoni. - Udało się, udało!

   Razem z Justinem dostaliśmy się na studia. Ten idiota nie powiedział mi, że pomimo jego życia poza prawem jego oceny dorównywały moim.

   Pokazałam mu kartkę, a ten chwycił mnie na ręce i zakręcił się w kółko.

   - Czyli co? Na sto procent kupujemy mieszkanie? - zapytał uśmiechając się szeroko. Pokiwałam tylko głową. - Cieszę się, że nie pracowałem na darmo – zaśmiał się.

   Justin zaczął pracę w małym sklepiku budowlanym. Stwierdził, że moja rodzina nie może wszystkiego sponsorować, a on w końcu jest mężczyzną.

   Będziemy mieszkać w mieszkaniu, które wypatrzyliśmy razem na jednej ze stron internetowych. Postanowiliśmy, że będziemy mieszkać wszyscy razem. Ja, on i Feather. Stwierdziliśmy, że damy radę poukładać grafik zajęć tak, żeby na zmianę zajmować się Małym Słoneczkiem. Nawet do głowy nie przyszło nam, żeby ją zostawić z moimi rodzicami. Oboje stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, gdy wychowa się z rodzicami, a nie dziadkami.

   Już miesiąc później stałam z walizką obok i Feather na rekach przed domem. Pożegnałam się z wszystkimi nie pomijając nikogo. Mama, tata, James, Nash i oczywiście Alex.

   - Pisz, dzwoń albo nawet wysyłaj listy, rozumiesz? Nie możemy stracić kontaktu! Boże moja mała dziewczynka idzie na studia… Boże, Boże, Boże. - Wzięła moją twarz i pocałowała mnie w policzki. Uspokoiła się trochę i razem parsknęłyśmy śmiechem. - Po prostu trzymaj się tam, okay?

   - Okay. Kocham Cię Alex.

   - Ja ciebie też Słoneczko.

   - Nie kradnij – szepnął do Alex Justin, który przechodził akurat obok z naszymi walizkami, pakując nas do auta.

   Wszyscy znowu się zaśmiali. Ostatni raz pożegnałam się ze wszystkimi, wsiedliśmy do auta i po prostu odjechaliśmy.


   - Kochanie co robi Feather? - zapytał Justin siedząc na naszym łóżku. Przed chwilą się rozpakowaliśmy i wszędzie był bałagan.

   - Właśnie usnęła, a co?

   Podszedł do mnie i chwycił mnie w talii. Po chwili znalazłam się na łóżku. Zniżył się do mojego poziomu i wyszeptał mi do ucha słowa, które sprawiły, że zadrżałam.


   - Musimy ochrzcić nowy dom...
~*~
BOŻE, BOŻE, BOŻE. TO BYŁ OSTATNI ROZDZIAŁ! Dalej nie mogę w to uwierzyć. Dziękuję wszystkim osobą, które były tu od samego początku ale też tym, które zaczęły czytać w trakcie. Długo zbierałam się do napisania tego rozdziału, ale... po prostu nie chciałam, że to się kończyło. Musicie mi wybaczyć. Mam nadzieję, że go nie zmaściłam. 
A teraz koniec tych złych wiadomości... 
Prawdopodobnie jeszcze przed wakacjami ruszam z nowym blogiem. Ale to będzie coś w rodzaju bomby atomowej, inny niż ten i też zdecydowanie lepszy. Sami zobaczycie. Wszystkie informacje będę pisać jeszcze tutaj. 
Mam do was ostatnią prośbę. 
NIECH KAŻDY Z WAS NAPISZĘ COŚ POD TYM ROZDZIAŁEM! TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE! KOCHAM WAS MOI #LOLERS! DO ZOBACZENIA NIEBAWEM. WASZE SŁONECZKO :`)

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 17.

JEST TO PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ

* z punktu widzenia osoby trzeciej *

   - Co to było do cholery?! - Brunetka wrzasnęła, odpychając chłopaka obiema rękoma. - Dobrze wiesz, że mógł zginąć!

   - Alex, dobrze wiesz, że bym na to nie pozwolił!

   - Teraz już nie wiem… - przyznała krzyżując ręce na piersi. - Nawet nie wiesz co czuję teraz Lola! Ma cię za totalnego palanta i nie dziwię się jej.

   - Musisz zrozumieć, że takie są zasady. I nie, żeby coś ci wypomniał ale mnie też to czeka i do kurwy nędzy, robię dla ciebie! - wrzasnął uderzając pięścią w ścianę.

   Chłopak nerwowo chodził po pomieszczeniu i co chwile ciągnął się za włosy.

   - Poprosiłem ich, żeby go nie zmasakrowali, tylko tyle mogłem zrobić. - Zakrył twarz dłońmi i po chwili podszedł do dziewczyny, która teraz stała zdruzgotana nie wiedząc co myśleć. Nie wiedziała co do niego czuła, ale kiedy tylko spojrzał na nią miękła pod jego spojrzeniem. To było silniejsze od niej.

   - Chodź. Trzeba jej wszystko powiedzieć. Musimy się też dowiedzieć co jest z Justinem.

   Nie musiała więcej mówić. Chłopak posłusznie poszedł za nią. Kto by pomyślał, że brunetka metr pięćdziesiąt, będzie wstanie dyrygować jedną z najlepszych osób w gangu. W końcu – takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i książkach, prawda?

    - Jak się czujesz? - zapytała Alex siadając obok trzęsącej się Loli. Widziała jak to wszystko ją przerastało.

   Ta spojrzała na nią tylko napuchniętymi oczami i wzruszyła ramionami.

   - Jak on się czuję? Wiesz coś?

   - To było tylko omdlenie z wycieńczenia. Ale jest tak pobity, że nawet nie może się podnieść.

   - Powinnaś do niego iść – przyznała cicho kładąc jej rękę na ramieniu. - On cię teraz potrzebuję.

   - Wiem – odparła. - Ale nie zrobię tego. Po prostu nie mogę. Za dużo czasu skupiałam całą uwagę na nim. Muszę wrócić do domu i zając się Feather. Moja matka cały czas nie wie co się dzieję. Cały czas tylko się zastanawia czy nie zadzwonić na policję – wydukała wycierając pojedynczą łzę spływającą jej po policzku.

   Alex westchnęła cichutko i pogłaskała przyjaciółkę po plecach.

   - Wiesz, że zawsze jestem tu dla ciebie. Ale Lola popatrz na to z drugiej strony! - złapała ją za ramiona i uśmiechnęła się od ucha do ucha. - On odszedł z gangu, nie ma tamtego życia. Jest tylko tu i teraz. A teraz on cię potrzebuję, a zrobił to dla ciebie. Ale wiem też ile się stało. Więc teraz leć do domu, wyśpij się i rano razem z Feather przyjedź tu i bądź najlepszą dziewczyną pod słońcem. Bo on jak na niego wykazał się naprawdę twardym dupskiem.

   Lola cicho zachichotała i się zarumieniła.

   - No co? - spytała Alex i walnęła ją w ramię.

   - Nic, po prostu naprawdę ma jędrny tyłek.

   - Długo się nie… ten tego.

   - Nawet nie pytaj – wciągnęła głęboko powietrze. - Tak długo się nie pieprzyliśmy – przyznała i obie parsknęły śmiechem.

   - O tym opowiesz mi kiedy indziej, a teraz biegnij do córki ty przykładna matko!

   - Zamknij się! Ale nie wezmę jej jutro.

   - Czemu?

   - Nie może przecież zobaczyć go w takim stanie. Wezmę ją jak wydobrzeję.

* Lola *

   Obudziłam się około ósmej. Nie mogłam zmrużyć oka. Cały czas myślałam o tym czy wydobrzeje, czy wszystko w porządku i czy aby na pewno jego stan jest wystarczająco stabilny. Mama powiedziała, że zamiast się zamartwiać ''tym, że został pobity przez grupkę facetów na ulicy'', powinnam już do niego jechać. Jak powiedziała tak zrobiłam. Zebrałam swoją torebkę, ubrałam trampki i wyszłam z domu.

   Dojazd tam zajął mi około dziesięciu minut. Zamknęłam auto i skierowałam się do wejścia. W recepcji podałam imię i nazwisko Justina, a pielęgniarka wskazała mi numer sali.

   Zatrzymałam się przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Od razu skierowałam się do łóżka i złapałam go delikatnie za poobijaną dłoń. Spał spokojnie jakby nic się nie stało. Aparatura pikała cichutko, a ja nie wiedziałam co zrobić, więc wzięłam małe krzesełko z boku sali i położyłam je obok łóżka.

   Siedziałam tam ponad godzinę, więc położyłam głowę obok jego dłoni i przymknęłam oczy. Dopiero teraz poczułam zmęczenie. Kiedy już prawie odpływałam poczułam jak ktoś głaszczę mnie po głowie. Spojrzałam na niego, a z moich oczu wypłynęła łza, spowodowana tylko jednym słowem.

   - Słoneczko? - Pokiwałam powoli głową i uśmiechnęłam się całując jego dłoń. Tak bardzo cieszyłam się, że już jest ze mną.

   - Jak się czujesz? - spytałam patrząc na niego niepewnie. Nie wyglądał najlepiej… Śliwa pod okiem, rozbity łuk brwiowy, rozerwana dolna warga, złamana ręka… Boże.

   - Teraz? Cudownie.

   Słysząc to od niego kiedy patrzył na mnie jednym okiem i ledwo się ruszał było straszne. Moja bezsilność w tej sytuacji była nie do zniesienia.

   - Kocham cię – wymruczałam całując go delikatnie w czoło. - Masz obrażenia wewnętrzne?

   Pokiwał przeciwnie głową, a mi ulżyło. Cieszyłam się, za chociaż tyle.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej jak to wygląda? - zapytałam starając się go nie denerwować. Gdyby tylko był w dobrym stanie to wygłosiłabym mu taką mowę, że i tak znowu trafiłby do szpitala.

   - Myślałem, że wiesz. - Posłałam mu spojrzenie wiecznego potępienia, a on tylko spuścił wzrok na znak, że był pewny, że nie wiedziałam.

   - Myślisz, że wysłałabym cię na pewną śmierć? - zapytałam chwytając go mocno za dłoń, a on się skrzywił. - Przepraszam. - Puściłam go szybko i uśmiechnęłam się przepraszająco.

   - Nic nie szkodzi – uśmiechną się potulnie klepiąc miejsce obok siebie.

   - To nie jest dobry pomysł i tak wszystko cię boli. - Pokiwałam przecząco głową i odgarnęłam włosy za ucho.

   - Proszę cię zrób to dla mnie. I tak straciliśmy zbyt dużo czasu – przyznał.

   Zgodziłam się. Uległam mu jak zazwyczaj. Oczywiście na początku pomogłam przesunąć mu się na bok, żeby zrobił mi miejsce. Ułożyłam się obok niego ale teraz to jego głowa leżała na mojej piersi. Prawdopodobnie wyglądaliśmy jak dzieci. Dzieci, które kochają się nawzajem do szaleństwa.

   - I wracając do tematu – przerwał ciszę i mocniej do mnie przylgnął. - Nie zesłałaś mnie na pewną śmierć. Owszem wiedziałem, że nie wiesz. Ale zrobiłem to dla ciebie. Wiedziałem, że przeżyje nie było innego wyjścia. Dla ciebie zrobię wszystko.

   Malutka łza spłynęła mi policzku. Ale tym razem była to łza szczęścia.

   Zaparkowałam auto przed domem i już miałam wchodzić do środka kiedy usłyszałam znajomy głos.

   - Lola?

   Obróciłam się, a moim oczom ukazał się nikt inny jak Cameron. Uśmiechnęłam się. Ja naprawdę uśmiechnęłam się na jego widok. Wyszłam za bramę, żeby mama nic nie zauważyła.

   - Cześć – przywitałam się nie pewnie.

   - Nic mu nie jest? - zapytał prosto z mostu.

   Uśmiechnęłam się sama do siebie. On się o niego martwił. To było… kochane.

   - Tak, wszystko z nim w porządku. Alex do mnie dzwoniła, powiedziała, że na prośbę innych nie stłukli go tak mocno – powiedziałam i wzdrygnęłam się na samą myśl.

   Odetchnął głośno i przeczesał włosy palcami.

   - Nawet nie wiesz jak się cieszę. Wiesz, w którym szpitalu jest?

   - Tak. - Podałam mu adres i spojrzałam na niego niepewnie. - Chcesz go odwiedzić?

   - Chyba tak… - Boże nie wierzę, czy on się zarumienił?

   - No to leć! - Popchnęłam go delikatnie w ramię i zaśmiałam się. - Zobaczysz, ucieszy się. Wytłumacz mu wszystko. Wybaczcie sobie w końcu do cholery. Nie mogę zajmować się dwoma bachorami. - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Obrócił się i już odchodził ale w ostatnim momencie znowu mnie zawołał.

   - Dziękuję, Lola. Za wszystko. Mój brat nie mógłby mieć lepszej dziewczyny.

   Minęły dwa miesiące. Justin wyszedł ze szpitala co nie oznacza, że przestałam tam wracać. James. Odszedł z gangu, zapłacił złamanym nosem i wylądowaniem w szpitalu na długi czas ale to był moment, którego nie udało się uniknąć.

   W trakcie całego tego rozgardiaszu Alex uświadomiła sobie jak bardzo go kocha. Siedząc koło niego cały czas przypominała mi trochę mnie i Justina. Feather oczywiście pokochała nowego wujka, a Alex zaczęła nazywać ciocią. Szczerze? Byłam zazdrosna. Ostatnio strasznie dużo spędzali z nią czasu. Tym razem też tak było.

   - Kochanie? - Usłyszałam jego zachrypnięty głos, a po moim ciele przeszły ciarki.

   - Tak? - Zeszłam do kuchni i przytuliłam go. W końcu miałam w ramionach osobę, którą tak bardzo kocham. Chociaż jedną, bo drugą mi ukradli…

   - Mam dla ciebie niespodziankę. - Pocałował mnie w czoło i wziął za rękę.

   Cieszyłam się jak dziecko kiedy prowadził mnie na tył domu. Nie spodziewałam się jeszcze z czego się cieszę. W połowie drogi zasłonił mi oczy.

   - Dobrze, jesteśmy – mruknął mi do ucha, a ja zdjęłam jego dłoń z twarzy.

   Moim oczom ukazała się czarna, matowa Yamaha. Ta, na której jeździłam z Justinem. Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni, rzuciłam u ręce na szyję i wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się wieczność, dosłownie.

   - Dziękuję – szepnęłam mu w usta.

   - Błagam powiedz mi, że kiedy wrócimy dokończymy to co zaczęło się pojawiać w mojej głowie.

   - Nawet o tym nie mów – parsknęłam. - Bo rzucę się na ciebie tu i teraz!

   - Kusząca propozycja ale muszę zrealizować swoje plany.

   Chwyciłam się kurczowo kurtki Justina i ruszyliśmy. Jeździliśmy po mieście, a ja cały czas miałam szeroki uśmiech na twarzy. Nagle podjechał pod znajomy mi budynek. Miejsce, w którym miała odbyć się wystawa Nasha.

   - Dlaczego tu jesteśmy? - zapytałam, uśmiechając się.

   - Patrz tam. - Wskazał mi palcem wielki plakat, który mówił o wystawie… Wystawie, która odbędzie się dzisiaj, a twórcą jest nie kto inny jak Nash.

   - Ale jak ty to… - jąkałam się. Nie wiedziałam co powiedzieć.

   - Dla ciebie wszystko Słoneczko. - Zdjął kask i pocałował mnie namiętnie w usta.

   - Alex i James o wszystkim wiedzieli, prawda? Dlatego znowu wzięli Feather?

   On tylko wzruszył ramionami i parsknął śmiechem.

   - Musisz mi wybaczyć.

   - Tak, chyba nie mam wyjścia, a teraz jedźmy do domu. Trzeba się przygotować. - Ostatni raz cmoknęłam go w usta i ruszyliśmy w drogę powrotną.
~*~
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. 
Tak długo nie było rozdziału ze względu na ''napięty grafik''. We wtorek mam egzamin z tańca klasycznego - najważniejszy u mnie w szkole, czyli ostatnie tygodnie to była harówa... Miałam lekcje od 8 do 18. I gdzie tu pisać? Weekendy to odsypianie. Powiedzcie, że ktoś tu został :( Kocham was.
Lola Moore